Ostatnio widuję na blogach kremy z dyni. Nigdy mnie to nie przekonywało, ale postanowiłam się pozbyć zapasów dyni z zamrażalnika i spróbować...
Świeża dynia jest jeszcze dla mnie zdecydowanie zbyt mało aromatyczna. Najlepsza jest pod koniec października.
Robiłam identycznie jak wszystkie inne swoje zupy kremy :)
Do gotującego bulionu (warzywny/drobiowy/wołowy) dorzucam ze dwa ziemniaki, marchewkę i czasem coś jeszcze, ale nie koniecznie :)
W tym czasie na patelni obok rozmrażała się moja dynia. W przypadku świeżej po prostu dusiłabym ją do miękkości...
Jak ziemniaki i reszta warzyw są już prawie miękkie to dorzucam dynię do zupki i gotuję chwilę razem.
Na patelni podsmażam cebulkę (masło+oliwa), ma się trochę zrumienić...
Dorzucam cebulkę do garnka, gotuję ze dwie minutki i blenduję ze śmietaną.
no i uszyłam sobie fasolkę do karmienia...
przy Miśce miałam rogala, ale niepotrzebne mi były te zakrętasy...
więc teraz wybrałam wersję okrojoną :)
poszewka ściągana, wewnątrz kulki styropianowe